Księga gości



Wchodzę tutaj by spotkać siebie

Stanisław Wyspiański Caritas, 1904.

Czytam każdego dnia

derv
dudi
ciepło Toscanii
zorrooo
mcdalenka
Lew
ikar
zona mnie opierniczyla
onanista
wazka
toperka
ojciec :)
blues i wino
tiriam
vilq
strata czasu;
portaceleste
lot0279
droga do
nadja
Krystyna Janda



Kilka fotografii

Archiwum

2010
lipiec
maj
2009
grudzień
2008
grudzień
listopad
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
2007
grudzień
październik
czerwiec
marzec
2006
listopad
sierpień
czerwiec
maj
2005
wrzesień
kwiecień
2004
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
listopad
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

Gadu-Gadu


Poczta do mnie

Podali do mnie linka

bee; berenicca; blues i wino; candies; donppedro; dora; droga do; dudi; dudley; golden; lot0279; martenka; nadja23dj; nie znikam; nocnalilia; sadness; portaceleste; scully; strata czasu; szai; szorstky; toperka; vilq; wazka; zorro;

Słucham w każdej wolnej chwili

miastomuzyki.pl :: RMF CLASSIC

"Róża"

rozchylam płatki delikatnie
tonę w Tobie po kres siebie
pieszczę zieleń zmysłowo ciemna
lekko by nie zranić niepotrzebnym tknieniem
zanurzam twarz w ogrodzie baśniowym
niesiony kolorami to tu to tam
już rosa wieczorna srebrną perłą osiadła
spłukując skwar dnia i kurz codzienności
i spijam tą wilgoć łapczywie
by nie uronić ni kropli
zapadam w Twój smak i chłonę zapach
każdym duszy skrawkiem
przez krótką wieczność
jesteśmy wszechświatem


 Od nowa

Stała się rzecz straszna, nie wiem jak to zrobiłeś, ale nie jestem już jedna i na dodatek nie należę do siebie.
Moje myśli podążają z Tobą, za Tobą, są przy Tobie. Skomle jak zagubiony psiak, jestem totalnie rozbita. Nie mogę spać i jestem ustawiona na pozycje: czekaj i waruj.

Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Jednocześnie jestem rozedrgana wewnętrznie, podniecona do skraju możliwości, a jednak ciało fizycznie nie należy do tej części mnie sprzed kilku godzin. Okropne  i przerażające, cudowne i porywające ambiwalentność tego co jest we mnie sprawia, ze krążę jak daleka galaktyka, obserwuje samą siebie, z zewnętrz, z poza siebie. Mam w sobie tą nieprzepartą ochotę pisania do Ciebie żeby nie zwariować.

Boję się, boję się na poważnie, bo tylko niewielka cząsteczka, resztka rozumu, jest lojalna wobec mnie, wszystko inne – zbuntowane: ciało i dusza, reszta umysłu, marzenia, wszystko to jest sparaliżowane pragnieniem Ciebie.

Obłęd, cholera czuję się jak jednostka, w której 90 % zastrajkowało strajkiem głodowym  bezwarunkowym śmiertelnym. Słyszę jedynie skowyt w sobie, krótki oddech i przeogromny głód Ciebie, Twojego głosu, spokoju, pewności siebie.

Jak bardzo pragnę się zatracić w Twoim głosie, gdy jesteś w mojej głowie, milknięcie, zatrzymanie oddechu, błogość i jednocześnie przeraźliwy lęk, który mnie wypełnia, nasyca, upaja, zabiera i daje siły, by wciągnąć następny oddech.

Boje się, cholernie się boje, ze nie dam rady opanować tych wszystkich warstw i płaszczyzn we mnie, ze przestane kontrolować emocje, uczucia, myślenie.

Po prostu jedno wielkie łoł.

Obserwuje jak błyskawicznie powstają mury we mnie, mury chroniące Twoja własność.


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2010-07-15 21:33:16

     skomentuj (1)


 Poranna różowa landrynka

O piątej obudził mnie śpiew ptaków.
Nie otwierając powiek czułam różową jasność wypełniającą pokój.
Krzyk ptactwa niemal ogłuszał. Wdzierał się w zakamarki każdej szarej komórki i przemieniał ją  w uśmiech na twarzy (gościł długo  przed tym zanim uświadomiłam sobie okoliczności przebudzenia).
Otwarcie powiek… doznałam olśnienia.
Skierowana ku światłu niczym nie zasłoniętego okna odnotowałam, najpierw niesamowitą różowość poranka (choć zanim je jeszcze otworzyłam, tę różowość raczej przypisywałam wypatrywaniem świata przez zamknięte powieki).

Uniosłam je, a ta różowość pozostała, delikatna, świetlista. Przymrużonymi oczkami odnotowałam zieleń hoi woskownicy, obsypanej różowo - białymi gwiazdeczkami (roztaczającymi niemiłosiernie słodki zapach), fiolet fiolka alpejskiego dopełniał obrazu.
Zwinięta pod ciepłem kołdry, napięłam wszystkie mięsnie nie rozwijając jednak kłębka ciała.
Przytulenie do cieplej, pachnącej nocą pościeli.
Wielki błękit mojej tratwy, przyjemny spokojny .
Pomyślałam, że w tym śpiewie, woni, kolorach zawiera się … , że tak chyba wygląda szczęście. Przez chwile czułam jego bezmiar w sobie. Delektując się każdą cząsteczką.
Uśmiech i radość przymrużonych oczu.
Do chwili, gdy nie zdałam sobie sprawy, że jest w tym wszystkim poważny brak.

Moment zastanowienia jak długo już ten brak występuje w moich błękitach i…. sio, poszły, a kysz, odrzuciłam tę myśl nie chcąc psuć sobie przyjemności płynącej z poprzedniej znacznie przyjemniejszej chwili.
Szybciutko przywróciłam mój system na kontemplacje śpiewu, zapachu, różowej jasności, błękitu i rozpasania miłych myśli.
Skrzypienie wikliny uświadomiło mi, że pies także budzi się powoli, albo jedynie zmienia pozycje wypełniając, leniwym przeciągnięciem suczego ciała, przestrzeń kosza. Jeszcze tylko sapnięcie i nastąpiła wiklinowa cisza.
Nic nie zakłóca mojego poczucia szczęścia, a każdy kolejny bodzieć powiększa  jakby przestrzeń przezeń zajmowaną.
Dźwięk skrobanie do drzwi. Nie udało się ich odsunąć delikatnością łapek i ostrością pazurków. Rada nie rada, na sekundkę opuściłam mój azyl i uchyliłam drzwi.
Kotka wsunęla niemal natychmiast głowę, sprawdzając czy pies nie czycha na jej życie, wprysnęła z impetem w przestrzeń łóżka.

Zniknęłam znowu w embrionie szczęścia.
Kątem oka obserwowałam łuk drobnego ciała kotki wygięty na rogu błękitu, kilka liźnięć po boku uznała za wystarczającą toaletę poranną, wolała raczej poprzeciągać się, wyginając ciałko z łapkami wysuniętymi maksymalnie do przodu wklęsłym grzbietem i wyokrąglonym zadem. W końcowej fazie ziewając z silnie zaokrąglonym ku górze języczkiem. Całość przypominało jedno wielkie przewrócone S z zaburzoną proporcją brzuszków.
Uśmiechnęłam się do niej i mimo, że pewnie tego nie widziała telepatycznie odebrała to jako zachętę do pieszczot, teraz już zdecydowanie z moim udziałem. Podbiegła ruchem kołyszącej się baletnicy przez przekątną błękitu, ocierając się gwałtownie oczekiwała drapania, głaskania, tarmoszenia. Przez trele ptaków przebiło się jej mruczenie i gotowość na doznawaną rozkosz. Nie mogłam jej tego odmówić, przesuwałam dłoń po delikatnej sierści nie zwracając uwagi na sypiące się kłaki, które po chwili malutkim, delikatnym kłębuszkiem zaczepiły się o wilgoć nozdrzy, wywołując prychnięcie.
Nie  przerwała, podjeżdzała ciałem pod moje dłonie.
Przymrużaniu ocząt, pochylaniu i kładzeniu po sobie trójkącika uszków, nie było końca.
Po kilku minutach skarciła mnie wzrokiem, napierając ciałem i przebierając niecierpliwie łapkami, dając tym do zrozumienia, że moja pozycja jest niestosowna do jej potrzeb.
Innymi słowy: kładź się na plecy i bierz mnie na brzuch i nadal rob mi tak dobrze.
I jak się oprzeć tak subtelnej dominacji?
Górując nad moją twarzą, pozwalała mi  obserwowałć jej pyszczek w pełnej ekstazie, ocierający się o  dłonie, palce, i tak, i siak, i znowu owak.
Szczęście jest zaraźliwe i dobrze, że odrobiną pozytywnych fluidów obdarzałyśmy się wzajemnie.
Ścierpły mi ramiona, lekko poprawiłam pozycję, a tu… chyc, ogromna cześć szczęśliwości zeskoczyła na podłogę i zatrzymując się za progiem patrzyła na mnie z nieprzebranym wyrzutem i ogromnym zdziwieniem, że jeszcze nie  skumałam, bo przecież „teraz idziemy do kuchni coś przekąsić”.
Delikatne odsłonięcie kołdry spowodowało koci galop w kierunku lodówki.
Z rozbawieniem i uśmiechem podążyłam za nią,  już na wejściu przywitał mnie przeraźliwy miałk, zagłuszający wszelkie ptasie trele i czyniący mi wyrzut, że tak wolno tu dotarłam, a kocie jest GŁODNE, ba umiera z NIEDOŻYWIENIA.
Rozbawiła mnie tym szybkim przejściem od stanu rozkoszy do  JESC!!!!
No cóż, czasami rozkosz miewa też potrzebę wciągnięcia co nieco, o czym Kubusie wiedzą najlepiej.


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2010-05-02 08:43:42

     skomentuj (2)


 Niedospana

Niedospana, spowolnione ruchy, na twarzy uśmiech od ucha do ucha zastygły pełnym blaskiem, gdy oczki przysypiają na siedząco. Gdy głowa opada poniżej bezpiecznego poziomu prostuję się gwałtownie i pospiesznie wciągam powietrze w nozdrza (wiadomo senność to niedotlenienie mózgu wiec głęboki wdech) i przymykam oczy, zastygła w upojeniu... Twój zapach, chciałoby się powiedzieć chwilo trwaj, ale niestety pojemność płuc jest mocno ograniczona , szybki wydech i ponowne powolne zaciąganie niemal do upojenia.
Jakby tego było mało wtulam podczas tej czynności twarz w dłonie.
Czy można nie myć dłoni przez miesiąc, by zachować na nich zapach?


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2009-12-22 10:17:22

     skomentuj (1)


 Poranek

Jeszcze ciemno i nie rozumiem czego chce ode mnie syn.

- Mama wstań, bo musze coś wydrukować do szkoły.
- Nie mogłeś tego powiedzieć wczoraj, która godzina? – rozpluszczam oczy i widzę ciemność.

Jak dobrze, że czas szkoły średniej nie straszy mnie już, dzięki ci za to Panie.

- Już muszę wyjść 7:30.

Wstaję i po omacku idę do komputera marudząc, że każdego dnia to samo. Wprowadzam hasło, okazuje się, że tekst ze strony wikipedii należy jeszcze przeedytować , moja cierpliwość się kończy, sadzam dziecko i każe zrobić to samemu.

- Marcin, wczorajszy wieczór spędziliśmy razem w domu , miałeś czas na oglądanie anime, ale nie wspomniałeś słowem, że masz na dziś coś do zrobienia – foch z mojej strony.

Idę do kuchni.

- MAMA!!! Drukarka piszczy, czy to znaczy że nie ma papieru?
- No nie ma – potwierdzam ze spokojem.
- A gdzie jest?
- No  nie ma – uśmiecham się, bo to przecież oczywiste.

Widzę czarną rozpacz w oczach dziecka.

- No chyba, że wydrukujesz na różowych kartkach - reflektuję sięgając do pudełka z papierem.
- Nie masz innego koloru – rozpaczliwe błaganie, nasycone niedowierzaniem, w głosie dziecka brzmi już cichutko i przymilnie.
- Nie ma - stwierdzam ucinając ciąg dalszy dyskusji i wkładam do zasobnika drukarki, pięknie różowe karteczki.
- Dużo tego - komentuje niezadowolony pięć stron różowości.

 


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2009-12-17 09:00:44

     skomentuj (0)


 Chciałabym

Chciałabym przestać ciebie kochać;
Chciałabym nie widzieć twoje twarzy gdy zamykam powieki;
Chciałabym nie szukać w dotyku innych  mężczyzn delikatności twoich dłoni;
Chciałabym nie budzić się w nocy i łkać z twarzą wtulona w poduszkę,
by  dzieci  tego nie słyszały;
Chciałabym nie czuć umierania, w każdej chwili gdy nie mogę czuć twojego zapachu  blisko,
a jest tego tak niewiele – tak mało żyję, tak często  umieram;
Chciałabym pozwolić odejść ci z moje głowy tak jak odszedłeś z mojej bliskości,
ale jeszcze tego nie umiem;.
Najbardziej  jednak, chciałabym wtulać się w twoje ramiona.


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2008-12-22 11:31:02

     skomentuj (2)


 Obłęd

Dlaczego budzisz  mnie po nocy myślami?

Chcę się kochać z tobą do zatracenia, dotykać cię i pieścić.

Nie wiem czy to był dobry pomysł spotkać się z tobą. Znowu rozpadam się na kawałeczki, płaczę nie umiejąc pogodzić bólu jaki mnie wypełnił po braku ciebie. Jestem jak ćma w bliskości płomienia – umieram, choć na ułamek sekundy przed śmiercią w pełni szczęśliwa, niemal u celu. Dlaczego jestem gotowa uwierzyć we wszystkie twoje kłamstwa nawet te „szyte grubymi nićmi”, żeby  tylko móc wygrzewać się bliskością twoich dłoni przy dotyku ust?



     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2008-11-22 05:20:16

     skomentuj (0)


 Instynkt stadny

Nie umiem być sama , stale mam nadzieję na znalezienie bratniej duszy. I nie chodzi tu li tylko o  mężczyznę, ale w każdym poczynaniu odczuwam potrzebę bycia z drugim  człowiekiem. Najgorzej idzie mi ze sprzątaniem, w samotności nie umiem zabrać się za układanie, prasowanie itp. Wystarczy, że jest w mojej bliskości choć  jedna istota, która mi w tym towarzyszy, po prostu jest przy mnie, siedzi w fotelu i rozmawia ze mną, praca ma wówczas przebieg miły i nawet nie zauważam, że cokolwiek robię. Gdy tylko zostaję w samotności, uciekam w siec – szukam ułudy kontaktu z drugim człowiekiem i wszystko „leży odłogiem”.

Doświadczam samotności w domu. Przez mieszkanie przetaczają się tabuny znajomych moich dzieci, one same siedzą w domu całą dobę, a przecież trudno jest usłyszeć słowo skierowane do mnie. O współpracy, czy wspólnych działaniach trudno mówić. I tu po raz kolejny odkrywam, że mimo instynktu stadnego, człowiek skazany jest na samotność, samotność w małżeństwie, samotność z własnymi dziećmi.

Przeraza mnie to, i niepokoi szukam nieustająco kontaktu z moimi bliskimi i jest to pasmo nieustających porażek. Gdzie popełniam błąd.

Czuje się we własnym domu jak bohaterka filmu ”Inni”


     Zapisałam, by nie uciekło w niepamięć ... 2008-08-23 23:06:05

     skomentuj (7)



+

{smscontact}